Mój blog
11-12-2009
I don`t belive there`s any next life after this, „Here and now” is all we have, I`m afraid…This Simple thought keeps me awake at night, So I live, love and create with passion and honestly of a river. Restlessly moving forward, ever-changing…yet still remaining the same, I Take another turn, and come upon the new again…”
Ukradłem to Anicie Lipnickiej z jej nowej płyty.Niestety przy płycie można spojnie zrobić użytek z żyletki i zimnej wody (a może ciepłej-juz nie wiem jak to sie podcina żyły,brrrr) i wygląda na to,że tyle z tej płyty zostanie, ale ten tekst wali mnie prosto w serce. W sumie to fajna ta Lipnicka jest.Nie przypominam sobie,żeby mi się coś bardziej spodobało ostatnio tak jak to zdanie.Chyba dlatego,że w 100000% się z nim utożsamiam.Taka karma się porobiła.Może Boże Narodzenie mi przywróci umysł.
Dużo serdecznosci dla rocznika 72 (i oczko mniejszego 71, a także oczko większego-73). Myślę,że życie boli i cieszy podobnie w tych zakresach urodzin.
11-12-2009
No i jeszcze w związku z samorządem, bo jednak nie mogę wytrzymać...chociaż sobi obiecywałem. Bez zbędnej kokieterii komunikuje,że będę kandydował w nastepnej kampanii.Właściwie myślałem,że dam sobie spokój.Wszyscy to mają w nosie, ja mam coraz mniej czasu i wogóle po co?
Ale trochę mi żal tych prawie 4 lat (tyle tych lat już w życiu natraciłem,że zaczęło mi być żal), w trakcie których się dużo nauczyłem i jednak wiele zachowałem z tych haseł na sztandarach z którymi zaczynałem.I trochę mi szkoda, bo wygląda na to,że teraz jestem o to wszystko mądrzejszy.Poza tym oczywiście wziął mnie wkurw następny na beton wśród radnych i inną prowincje, więc chyba nie dam sobie pluć w kasze.
08-12-2009
Mineło ponad pół roku...chyba trochę przegiąłem, bo nie można prowadzić bloga z 7-dmio miesięcznymi przerwami.Blog-nie -blog pisac się chce a dla tych co tutaj zaglądają w nagrodę za wytrwałość nagroda:pierwszym 3-em osóbom, które napiszą jedno słowo lub zdanie, które im się podobało z tego bloga, wysyłam butelkę rieslinga z zielonogórskiej winnicy specjalnie dla mnie zalanego i zabutelkowanego. W 2011 będę wysyłał wino ze swojej winnicy....jak mnie tzw. "szlag nie trafi".Póki co piszcie na robert@zyrardow-off.org z adresem i telefonem po wino.
07-12-2009
Jasio skończył 7 miesięcy, ale w praktyce znaczy to tyle,że zaczął siedzieć, wstawać, mamrotać i się socjalizować. Szczerze powiedziawszy dopiero teraz poczułem,że dziecko to wielkie szczęście i radość.Pzdr wszystkich rodziców:)
07-05-2009
Cześć nazywam sie Jan Stanisław Szumacher. Mam 59 centymetrów, ważę 4300g i przyszedłem na świat dzisiaj o 11,35 po kilkunastogodzinnej walce. Dali mi 10 punktów, ale strasznie sie zmęczyłem całym tym porodem. Rodzice też.Dobrze,że to tylko raz w życiu.Nie wiem czy od teraz nie będe do Was pisał zamiast Taty, bo jemu jakoś słabo wychodzi. Na razie
08-04-2009
Niedługo wybory.
Nie wierzę politykom nie
Nie wierzę politykom
To oni oni wytyczyli granice
To oni zbudowali mur
To oni podzielili nas
To oni patrzą na nas z góry
To oni mają swoje sprawy
O których my nic nie wiemy
To oni wywołują wojny
Na których to my giniemy
Nie wierzę politykom...
Ha ha ha Ciągle jeszcze mamy parę metrów do dna
Ha ha ha Ciągle spadamy to jeszcze nie jest to
We własnym domy trudno być prorokiem
Ale mówię to co wiedzę ze swych okien
I nie chcę was straszyć zobaczycie sami
Że najciekawsze dopiero przed nami
Nie wierzę politykom...
Słowa: Tilt&Tomek Lipiński
16-03-2009
Właśnie wróciłem z dalekiej podróży. Przywiozłem kilka pamiątek, niby drobiazgów a jednak magicznych, min. bluzę z Sun Studio w Memphis. Tam zaczęła się kariera króla rock`and`roll`a-Elvisa Presley`a. Niedawno przesiedziałem pół nocy ubrany w tą bluzę z Sun Studio ze słuchawkami na uszach, grając na okrągło 3 kawałki, które U2 zarejestrowało tam w latach 90 na płycie Rattle and Hum. Ta bluza i inne gadgety kiedyś po latach przypomną mi, że byłem młody. A młodość – jak pisał Łysiak – ma się tylko raz.
Takie chwile utwierdzają mnie w przekonaniu, że marzenia trzeba mieć i co ważniejsze trzeba je realizować-dla zdrowia psychicznego i żeby życie było piękne (bo czasami bywa).
10-02-2009
Mam taką płytę-bez wątpienia moją płytę roku 2009-Maria Awaria. Jak ją pierwszy raz włączyłem to z każdym następnym przesłuchanym kawałkiem oblewałem się coraz większym gorącem i dreszczami na plecach. Po kilku przesłuchaniach już się przestałem rumienić i wtedy przyszedł czas na muzykę a tutaj też jest dobrze.
Dawno czegoś takiego nie słyszałem a może nigdy. Nie wiem co było prawdziwą inspiracją dla Marii Peszek. Czy rzeczywiście potrzeba odczarowywania języka polskiego i urealnienia do poziomu prawdziwości (bo przecież na szczęście mówimy nie tylko jak Pan redaktor z telewizji, albo Beata R. na scenie Domu Kultury) czy po prostu pomysł na siebie. Wyszło bez obciachu i pretensjonalności. Jak dobrze że ludzie zajmują się sztuką w taki sposób. Kupujcie Marie Awarie, czytajcie Berki jak Wam się podoba i brońcie się przed zaściankiem.
Ave Maria!
p.s Beatę R. przywołuję z sympatii.
21-01-2009
Pan Darek Kaczanowski-Poseł RP, który publikuje swoje felietony na łamach Życia Żyrardowa, wytoczył ciężkie działa w felietonie „Lokalne sitwy” opublikowanym w wydaniu Ż.Ż z dnia 20-01-2009. Lepiej późno niż wcale, chociaż Panu posłowi rzeczywiście trudno zarzucić, że nie wytykał błędów władzy od samego początku, tzn. od kiedy sam przestał nią być. Lepiej późno niż wcale-moja ulubiona maksyma:) Brawo Panie Pośle, brawo. Muszę powiedzieć, że w wielu sprawach nie zgadzam się z Darkiem (w tym nie podpisałbym się pod opcją polityczną, którą On reprezentuje), ale brawo za piętnowanie lokalnych struktur władzy, które przeobrażają się w republikę koleżków i to chyba ponad podziałami (partyjnymi). Ja swoją walkę na razie sobie odpuszczam, bo to mało konstruktywne a poza tym generalnie chwalę prezydencję naszą za efekty i basta. A reszta cyt: „no to co, że forma brudna i że błędy tam i tu? przyjdzie walec i wyrówna”.
Polecam Wam wpis z 12-09-2008 na tym blogu, w którym poruszyłem temat „polityki” samorządowej, która opiera się na systemach wzajemnych powiązać, sympatii i zależności. U nas jest w wersji super light albo extra diet!Ale w kraju-raju ho, ho. Sposobem doboru ludzi do współpracy są nie tylko kompetencje, ale również relacje towarzyskie. Teraz przystępuje do walenia w ten bęben Pan Poseł-nie ukrywam, że czuję satysfakcje i nie dlatego, ze byłem pierwszy tylko dlatego, ze inni myślą podobnie. Okazuję się, że nie jestem jednak ufoludkiem, którego Marsjanie zrzucili na żyrardowską ziemie i nikt nie rozumie o czym mówię i o co mi chodzi. Są tacy, którzy rozumieją.
Moje upominanie się o przyzwoitość spotkało się z odpowiedzią, ze jestem awanturnikiem i nie potrafię się integrować. Kary chyba nie było, albo nie odczułem. Może kara przyjdzie jak będę chciał realizować kolejne projekty. Nie wiem. Ufam, że nie. Posła upominanie się o przyzwoitość spotkało się cyt. ”wykluczeniem z towarzystwa”. Niepotrzebnie tylko naiwnie pyta: Dlaczego? Jak to dlaczego? Jak nie jesteś z nami to jesteś przeciwko nam. Nieprawdaż? Teraz jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B Panie Poślę. Ja tam chętnie Pana posła przyjmę do swojego towarzystwa.
Żeby zakończyć pozytywnie i z nadzieją informuję, że nadchodzi Pokolenie Y, które jest już dużo mniej socjalne, towarzyskie a bardziej zadaniowe i może skuteczniej rozprawią się ze starymi nawykami (polecam Forbes 01/09,str.52 „Pokolenie Y” i przy okazji dziękuję slawek604 za przesłanie artykułu).
Dodatkowo wraz z Ania spodziewamy się potomka a to już będzie pokolenie Baby Boom`u, które pozamiata świat na podobieństwo tego, które weszło w życie pod koniec lat 60! Róbta co chceta, ale róbta dzieci.
I jeszcze bonus:
budowaliśmy z kumplami coś płaskiego, jakby drogę,
a że praca była ostra i częściowo za darmochę,
droga wyszła całkiem prosta, tylko wyboista trochę
lecz świeciła nam myśl główna,
którą tak bym ujął tu:
przyjdzie walec i wyrówna,
przyjdzie walec i wyró,
przyjdzie walec i wyró!
więc choć się z początku sporo orłów na niej wywijało,
niemniej, rzecz ogólnie biorąc, iść się po tej drodze dało,
sprawa była oczywista, siwy mróz czy lipiec duszny,
nic, że droga wyboista, ważne, że kierunek słuszny!
niezależnie zaś myśl główna,
wciąż nam dodawała tchu,
przyjdzie walec i wyrówna,
przyjdzie walec i wyró,
przyjdzie walec i wyró!
aż ktoś dostrzegł, że wertepy szlak nasz znaczą jako żywo,
nie z nadmiernej, panie, krzepy, nie z romantycznego zrywu,
tylko nacią od pietruszki wisi ludziom ta robota
tylko każdy własnej dróżki szuka cichcem po wykrotach
ale krzyczy, jak on krzyczy!
jak on krzyczy, że rzecz główna
ale wiecie, szybciej, naprzód, lu,
przyjdzie walec i wyró,
przyjdzie walec i wyró!
a kto sobie koleiny już wydeptał, bierze szmalec
i odwala partaninę powołując się na walec,
więc nie martwię się, broń Boże, ale gdzie ta, ale gdzie ta,
gdy się komuś nagle może nie spodobać ta kaseta,
no to co, że forma brudna
i że błędy tam i tu?
przyjdzie walec i wyrówna,
przyjdzie walec i wyró,
przyjdzie walec i wyró!
W.Młynarski „Przyjdzie walec i wyrówna”
11-01-2009
Dzisiaj gra Orkiestra. Mam podświadomą awersje do organizacji, stowarzyszeń, partii, klubów itp., itd. Zawsze wydaje mi się że za szczytną ideą, wzniosłymi zapisami w statutach, idzie partykularny interes jakiejś snobistycznej, zakompleksionej, marnej jednostki i kojarzy mi się z obciachem(nie jestem członkiem żadnej partii, ale nie wykluczam, że kiedyś będę). Wielka Orkiestra Świątecznej pomocy jest jedyną organizacją, o której bez specjalnego zastanawiania się i analizowania mógłbym powiedzieć że jest bez obciachu. Nie wiem czy się mylę i dałem się złapać. W tym przypadku nawet się nie będę zastanawiał. Widzimy się na Orkiestrze. Sie ma.