Robert Szumacher

Radny Rady Miejskiej Żyrardowa
e-mail: robert@zyrardow-off.org
 

Mój blog

29-11-2006
Dwa tygodnie temu przeczytałem artykuł w Przekroju o sytuacji kobiet w Polsce i uznałem, że powinienem zrewidować swój pogląd na ten temat. Właściwie przecież nie chodzi o mnie pomyślałem, bo chyba nie będę bił żony, ograniczał jej ambicji, negocjował urodzenie drużyny hokejowej i pozostanie w domu na 8 lat, żeby dostała depresji. Chodzi o innych a właściwie o inne. Szlochające w wannie i samotnie spacerujące z wózkami w przeświadczeniu, że królewicz okazał się śmierdzącym pijakiem, tyranem i egoistą. Załamane, młode, niedocenione, z niechcianymi ciążami i niespełnionymi ambicjami, które utknęły w Żyrardowie. Nie te wojujące, zaradne, wyszczekane, dynamiczne, palące Vogue i popijające czerwone wino. Te sobie poradzą same. Pomyślałem o tych kobietach, którym przydało by się w naszym życiu społeczno-politycznym wreszcie zielone światło. Myślałem, myślałem i myślałem, aż zobaczyłem wczoraj program „Teraz MY”, gdzie wystąpiła ze swoim manifestem feminizmu-kretynizmu i głupoty Manuela Gretkowska.
Wiem, że może nie wszystkim Wam się to spodoba, ale kochane kobiety, matki, żony, sąsiadki, policjantki, księgowe, prokuratorki, nauczycielki, dróżniczki i gospodynie domowe zakładajcie partie, walczcie, angażujcie się politycznie i społecznie, ale nie słuchajcie Manueli Gretkowskiej.

19-11-2006
Dzisiaj odkryłem w zamrażalniku, że pudełko grycanowych lodów o smaku stracciatelli świeci pustkami. Sprawcą jest prawdopodobnie moja żona. A mówią, ze słodycz powinna pochodzić z życia:) Muszę się zainteresować czy przez te wybory czegoś nie przegapiłem. Tak czy inaczej na smutki i radości polecamy lody od Grycana a najlepiej o smaku bakaliowym.

18-11-2006
Wróciłem nad ranem z Berlina a Tu dużo zmian. Pozytywnych zmian. Idzie młode a właściwie młody wilk. Pamiętajcie, że wszyscy musimy zagłosować i pomóc Andrzejowi wygrać wybory. Na znak poparcia przypnijcie sobie znaczki z wilczkiem do kurtki. Na prawdę warto pożegnać starego prezydenta.
Swoją drogą ciekawe co było by na obrazku, gdyby Pan Ciołkiewicz wpadł na podobny pomysł:)

18-11-2006
Kupiłem sobie nową płytę Lionela Richie. Pewnie niektórzy z Was nie uwierzą, ze on jeszcze żyje:) a co dopiero nagrywa płyty. Korcił mnie też nowy George Michael, ale nie kupiłem bo to wcale nie jest nowy George tylko kompilacja greatest hits z 2 czy 3 nowymi numerami. Pazerny oszuścik. Lionel może nie jest zachwycający /nawet dla mnie/ ale przynajmniej zapłaciłem za 12 nowych kawałków…oczywiście wszystkie o miłości i to heteroseksualnej:) Z płyt to jeszcze Ania sprawiła mi niespodziankę z allegro - „Rudebox” Robbie Williams i polecam nie czytać recenzji tylko nabyć drogą kupna i cieszyć się muzyką.

18-11-2006
„Beaujolais Nouveau est arrive” – zgodnie z tradycją najsławniejsze młode wino zadebiutowało na całym świecie o północy w trzeci czwartek listopada /w praktyce można je kupić w sklepach nawet kilka dni wcześniej/. Najlepiej Beaujolais próbować w Beaujolais. Dwa lata temu miałem okazje być w wiosce Beaujeu, czyli w sercu regionu Beaujolais, na dzień przed magicznym czwartkiem, czyli w trakcie „Święta Łakomczuchów”. Cały region był ogarnięty gorączką przygotowań. Wrześniowe zbiory, z których powstaje młode Beaujolais, to okres bardzo ciężkiej pracy. Krzewy Gamay, z którego robione jest wino rosną do wysokości kilkudziesięciu centymetrów a jagody są bardzo kruche, w związku z tym zbiór odbywa się ręcznie. Najpopularniejsze sposoby pracy przy zbiorach: w pozycji zgarbionej, w kucki lub na kolanach. Po zbiorach przychodzi czas na zabawę. Winiarze z Beaujolais może nie są tak bogaci jak Ci z Toskanii czy Szampanii, ale chyba bardziej radośni.
Przegapiłem w tym roku czwartkowe święto Beaujolais, więc odbijam sobie dzisiaj. Wypiliśmy butelkę z żoną w stosunku 2/3 ja, 1/3 żona. Wino oczywiście nienajlepsze, ale nie o wino w tym obyczaju chodzi tylko o pretekst do zabawy, rozmowy, spotkania z przyjaciółmi i przekąszenia czegoś smacznego. My przekąsiliśmy dojrzewającą kiełbasę i cebulowe krakersy Lajkonika. Kwestie towarzyskie nadrobimy w niedziele.

17-11-2006
Nie na darmo zwykłem o sobie mówić, ze jestem dzieckiem mediów. Pewnie nie ja jeden, bo to choroba naszych czasów. Uwielbiam oglądać telewizje i świadom niszczącej siły tego medium ciężko mi będzie ten nałóg porzucić. Kocham radio i na nim ukształtowałem swoje gusty muzyczne. Kiedyś nie byłem w stanie zasnąć bez włączonego radia.Natomiast największą moją słabością jest prasa, gazety, gazetki, magazyny, tygodniki, dzienniki, miesięczniki i dodatki tematyczne. Wydawałem na gazety wszystkie pieniądze, które udało mi się zdobyć. Wycinałem i gromadziłem w segregatorach felietony Passenta i Raczka, artykuły tematyczne i notowania list przebojów. Po co? Nie wiem, chyba wydawało mi się, że chciałbym to mieć zawsze pod ręką. W otoczeniu tych starych wycinków czuje się bezpieczniej:)
Podczas ostatnich wakacji bezcenny był dla mnie czas, który spędziłem siedząc na plaży z 5-cioma dziennikami codziennie rano. Jestem nienormalny. Wiem, ale każdy ma jakiegoś bzika. Czytam wszystko co wpadnie mi w ręce. Ostatnio również „Tydzień Żyrardowa” i „Życie Żyrardowa” .Dostarczają mi zawsze tyle samo radości co smutku. Zrobiłem sobie dzisiaj subiektywny przegląd lokalnej prasy. Nie mogę pominąć, powtarzające się w każdym numerze, włażenie w dupsko Panu Prezydentowi. Możemy oczywiście znaleźć peany na temat kolejnych fantastycznych przedsięwzięć ratusza i zupełnie nie wiem czemu te przedsięwzięcia nie bronią się same sobą tylko potrzebują tuby propagandowej z takich marnych plociuchów. Kronika zdarzeń została zdominowana przez doniesienia o zatrzymanych i ukaranych mandatem karnym za „nieobyczajne zachowanie” czyli po prostu lanie pod płotem. Może się komuś narażę, ale mam nadzieję, że za lanie pod płotem będą karali jeszcze częściej i bardziej srogo, bo to czyste chamstwo i dowód na to jakimi burakami jesteśmy.
Wyrwałem po jednej stronie z każdego tygodnika. W Życiu Żyrardowa artykuł „Forum Pożytku Publicznego” w którym raport ze spotkania Prezydenta i jego dworu z przedstawicielami organizacjami pożytku publicznego. Ponieważ uważam, że można na tej płaszczyźnie zrobić więcej a właściwie inaczej, najbardziej z całości ucieszyła mnie informacja, że nowy projekt współpracy będzie przygotowywany w urzędzie a następnie przekazany do konsultacji i uchwalenia przez nową radę miejską. Kolejna perełka w tym samym temacie pochodzi od konkurencji,tj z gazety „Tydzień Żyrardowa”. Tam w artykule „Narkotyki atakują dzisiejszy świat” możemy przeczytać jak pani doktor z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej żali się, że nikt nie chce jej odwiedzić w poradni. Biedaczka ma wieloletni staż, jakieś certyfikaty i pracuje w Szpitalu w Warsiawce /jak mówi mój przyjaciel/ i niestety potrzebujący do niej nie walą drzwiami i oknami. I nie będą walić, bo to nie kwestia wieloletniego stażu i posiadanych certyfikatów, przychodni /chociaż taka oczywiście jest potrzebna/ tylko podejścia, poświęcenia i zaangażowania. Trzeba ruszyć znaleźć się na ulicy, w klatce, na przystanku i innych miejscach gdzie powstają patologie nieletnich.
Do tego żeby takim ludziom pomagać trzeba serca, zaangażowania i poświęcenia a nie certyfikatu czy etatu w Warsiawce.
Wcale się nie dziwię, że w skali roku korzysta z pomocy poradni od kilkunastu do kilkudziesięciu osób! Do ludzi z problemami trzeba trafić samemu, bo oni się nimi nie chwalą.

13-11-2006
Dzisiaj rano dowiedziałem się, że WYGRALIŚMY! Zdobyłem mandat do Rady Miasta!
186 osób poszło do urn i zagłosowało personalnie na mnie. Nie na liste PO i jakiegoś kandydata z pierwszej czy drugiej pozycji tylko na ostatniego! Wszystkim Wam bardzo dziękuję za wsparcie i zaufanie. Tym z którymi bawiłem się w podstawówce w 4 pancernych i psa i ich mężom:), przyjaciołom i znajomym i znajomym moich znajomych i mojego brata :) rodzicom tych znajomych i innych również. Ziutasowi zza oceanu, panom z parkingu i mojej wychowawczyni z podstawówki.Wszystkim moim krewnym i najbliższej rodzinie, mojej sceptycznej kochanej żonce, wspólnikowi, bratu, mamie, sąsiadom i WSZYSTKIM KTÓRYCH NIE WYMIENIŁEM.C.d.n

10-11-2006
To już chyba ostatni wpis przed wyborami. Zainspirował mnie do tego mój znajomy, który powiedział: cyt. "stary jesteś przegrany, bo pokazujesz ludziom, że byłeś na Ibizie w Meksyku, Paryżu itp."
Zainspirowało mnie też do tego wpisu forum:zyrardow24h.pl, gdzie spotkałem się z podobnym zdaniem. Cóż jeśli w Żyrardowie realizacja marzeń, wychodzenie ponad przeciętność, szczerość i otwartość, są powodami do wstydu a nie do dumy to może to wszystko rzeczywiście nie ma sensu:( Z drugiej strony może właśnie dlatego cała ta moja kołomyja z wyborami ma sens:).
Moi Szanowni potencjalni wyborcy, ziomale i ziomalki,koledzy, koleżanki, sąsiedzi, wrogowie i przyjaciele. Mam nadzieję że nie należycie do tych, którzy tak uważają i nie będzieci mieli mi za złe, że oprócz miejsc z galerii na moich stronach, odwiedziłem również Rio de Janeiro /knajpe w której Jobim napisał „The girl from Ipanema”,plaże Copacabana, wzgórze Chrystusa Zbawiciela, góre cukrową i wielu innych fantastycznych miejsc w Brazylii, np. San Salwador/, Tajlandie /między innymi byłem w Bangkoku i na Phuket, gdzie popłynąłem zobaczyć słynną skałę w kształcie maczugi, którą pamiętałem z Bonda „The man with the golden gun”, znam dobrze Europe, byłem na wschodzie w Sankt Petersburgu i Kijowie, Amsterdamie, Berlinie, Pradze, Bratysławie, na Montenegro, gasterbajterowałem w Szwajcarii i odwiedziłem wiele, wiele innych wspaniałych miejsc. Nie uważam, żeby to było coś specjalnego, ale też nie myślę że jest to powód do wstydu. Uwielbiam podróżować i wydałem na to bardzo dużo pieniędzy, które zarobiłem ciężko pracując od I roku studiów /ale nie robił bym z tego martyrologii/. Jest to część mojej natury. Nie mam specjalnie nic do ukrycia. Jako jeden z niewielu mi podobnych zostałem w Żyrardowie a nie uciekłem do Warszawy, Wrocławia, Łodzi, Szwajcarii, Waszyngtonu czy w Bieszczady /chociaż próbowałem/. Nie wiem jaką cenę zapłacę za ten idiotyczny sentymentalizm, ale chyba inaczej nie chcę. Tutaj chcę wychować swoje dzieci i stworzyć im takie warunki, żeby na Mazury jeździły dla przyjemności a nie z konieczności, bo brak kasy albo inneg pomysłu. Proponuje, żebyście mi pomógli w tych wyborach, bo dzięki temu pomożeci też sobie. Następna szansa będzie za 4 lata a za cztery lata to może mi się już nie chcieć uprawiać tego "ugoru" /może będą inni-lepsi ode mnie…daj im Boże/.Ludzie tacy jak ja, nowe pokolenie, są alternatywą dla tego miasta i szczerze wierzę, że skuteczną alternatywą. Nie interesuje jestem karierowiczem, nie interesuje mnie kupczenie stanowiskami w miejskich spółkach, nie przekupi mnie Pan Prezydent żadną rada nadzorczą a kolega radny żadnym interesem partyjnym. Niczym takim nie jestem zainteresowany i nie będę. Mam swój świat z którego jestem zadowolony, swoich przyjaciół i znajomych i swój styl życia, który zamierzam promować. Zależy mi na tym, żebym mógł żyć w mieście z którego jestem dumny a nie którego się wstydzę. Nie wystarcza mi marudzenie przy piwku jak jest „źle” .Chcę to źle zamienić na „dobrze”.
Liczę na Wasz głos w niedziele 12 listopada 2006. Zabierzcie ze sobą najbliższych. Tym razem warto. Nie prawda, że nic to nie zmieni. Pozdrawiam i dziękuję za wsparcie.

07-11-2006
„Dziennik” wraz z Niedźwieckim i radiową „Trójką” przygotowali specjalną kolekcje 25 płyt z książeczkami na 25 lecie Lity Przebojów Pr.3. Dzisiaj wielkie święto, bo do gazety dołączony jest pierwszy numer z serii. Od 7,30 szukałem w każdym kiosku w Żyrardowie, później Wiskitki, Korytów i dopiero gdzieś w Radziejowicach w spożywczym kupiłem. Dzwonili znajomi czy nie wiem, gdzie jeszcze można kupić Dziennik. Wszystkich ogarnął szał. Kioskarze wywieszali w witrynach kartki „Dziennika brak”. Miałem stracha. Pomyślałem sobie, że się każdy rzucił, bo płytka za darmoszkę a ja wierny „faun” Niedżwiedzia zostanę w lesie:( Na szczęście się udało. Swoją drogą to kolejny dowód, że LP3 ma się dobrze i jest legendą eteru.
Szykuje się 25 tygodni od wtorku do wtorku z historią listy przebojów Trójki. Będzie co wspominać.

05-11-2006
Byliśmy w kinie na Placu Zbawiciela Krauzego. Potwornie smutny film. Ten jak coś zrobi to albo Dług albo Plac Zbawiciela. Człowiek wychodzi z kina i ze złości chce mu się wyć. Dalszą część wieczoru mieliśmy z głowy:( Nie lubię takich filmów, bo podcinają skrzydła. Oduczają pozytywnego myślenia i widzenia świata. Wiem, ze są potrzebne, bo niektórzy z nas nie widzą świata obok siebie, świata zwykłych ludzi i ich zwykłych problemów. Tylko mój czubek nosa, moja kariera, praca i mój portfel. Niektórym z nas takie Place Zbawiciela powinny być puszczane w ramach resocjalizacji.

poprzedna strona [1]  [2]  [3]  [4]  następna strona