Robert Szumacher

Radny Rady Miejskiej Żyrardowa
e-mail: robert@zyrardow-off.org
 

Mój blog

18-11-2006
Kupiłem sobie nową płytę Lionela Richie. Pewnie niektórzy z Was nie uwierzą, ze on jeszcze żyje:) a co dopiero nagrywa płyty. Korcił mnie też nowy George Michael, ale nie kupiłem bo to wcale nie jest nowy George tylko kompilacja greatest hits z 2 czy 3 nowymi numerami. Pazerny oszuścik. Lionel może nie jest zachwycający /nawet dla mnie/ ale przynajmniej zapłaciłem za 12 nowych kawałków…oczywiście wszystkie o miłości i to heteroseksualnej:) Z płyt to jeszcze Ania sprawiła mi niespodziankę z allegro - „Rudebox” Robbie Williams i polecam nie czytać recenzji tylko nabyć drogą kupna i cieszyć się muzyką.

18-11-2006
„Beaujolais Nouveau est arrive” – zgodnie z tradycją najsławniejsze młode wino zadebiutowało na całym świecie o północy w trzeci czwartek listopada /w praktyce można je kupić w sklepach nawet kilka dni wcześniej/. Najlepiej Beaujolais próbować w Beaujolais. Dwa lata temu miałem okazje być w wiosce Beaujeu, czyli w sercu regionu Beaujolais, na dzień przed magicznym czwartkiem, czyli w trakcie „Święta Łakomczuchów”. Cały region był ogarnięty gorączką przygotowań. Wrześniowe zbiory, z których powstaje młode Beaujolais, to okres bardzo ciężkiej pracy. Krzewy Gamay, z którego robione jest wino rosną do wysokości kilkudziesięciu centymetrów a jagody są bardzo kruche, w związku z tym zbiór odbywa się ręcznie. Najpopularniejsze sposoby pracy przy zbiorach: w pozycji zgarbionej, w kucki lub na kolanach. Po zbiorach przychodzi czas na zabawę. Winiarze z Beaujolais może nie są tak bogaci jak Ci z Toskanii czy Szampanii, ale chyba bardziej radośni.
Przegapiłem w tym roku czwartkowe święto Beaujolais, więc odbijam sobie dzisiaj. Wypiliśmy butelkę z żoną w stosunku 2/3 ja, 1/3 żona. Wino oczywiście nienajlepsze, ale nie o wino w tym obyczaju chodzi tylko o pretekst do zabawy, rozmowy, spotkania z przyjaciółmi i przekąszenia czegoś smacznego. My przekąsiliśmy dojrzewającą kiełbasę i cebulowe krakersy Lajkonika. Kwestie towarzyskie nadrobimy w niedziele.

17-11-2006
Nie na darmo zwykłem o sobie mówić, ze jestem dzieckiem mediów. Pewnie nie ja jeden, bo to choroba naszych czasów. Uwielbiam oglądać telewizje i świadom niszczącej siły tego medium ciężko mi będzie ten nałóg porzucić. Kocham radio i na nim ukształtowałem swoje gusty muzyczne. Kiedyś nie byłem w stanie zasnąć bez włączonego radia.Natomiast największą moją słabością jest prasa, gazety, gazetki, magazyny, tygodniki, dzienniki, miesięczniki i dodatki tematyczne. Wydawałem na gazety wszystkie pieniądze, które udało mi się zdobyć. Wycinałem i gromadziłem w segregatorach felietony Passenta i Raczka, artykuły tematyczne i notowania list przebojów. Po co? Nie wiem, chyba wydawało mi się, że chciałbym to mieć zawsze pod ręką. W otoczeniu tych starych wycinków czuje się bezpieczniej:)
Podczas ostatnich wakacji bezcenny był dla mnie czas, który spędziłem siedząc na plaży z 5-cioma dziennikami codziennie rano. Jestem nienormalny. Wiem, ale każdy ma jakiegoś bzika. Czytam wszystko co wpadnie mi w ręce. Ostatnio również „Tydzień Żyrardowa” i „Życie Żyrardowa” .Dostarczają mi zawsze tyle samo radości co smutku. Zrobiłem sobie dzisiaj subiektywny przegląd lokalnej prasy. Nie mogę pominąć, powtarzające się w każdym numerze, włażenie w dupsko Panu Prezydentowi. Możemy oczywiście znaleźć peany na temat kolejnych fantastycznych przedsięwzięć ratusza i zupełnie nie wiem czemu te przedsięwzięcia nie bronią się same sobą tylko potrzebują tuby propagandowej z takich marnych plociuchów. Kronika zdarzeń została zdominowana przez doniesienia o zatrzymanych i ukaranych mandatem karnym za „nieobyczajne zachowanie” czyli po prostu lanie pod płotem. Może się komuś narażę, ale mam nadzieję, że za lanie pod płotem będą karali jeszcze częściej i bardziej srogo, bo to czyste chamstwo i dowód na to jakimi burakami jesteśmy.
Wyrwałem po jednej stronie z każdego tygodnika. W Życiu Żyrardowa artykuł „Forum Pożytku Publicznego” w którym raport ze spotkania Prezydenta i jego dworu z przedstawicielami organizacjami pożytku publicznego. Ponieważ uważam, że można na tej płaszczyźnie zrobić więcej a właściwie inaczej, najbardziej z całości ucieszyła mnie informacja, że nowy projekt współpracy będzie przygotowywany w urzędzie a następnie przekazany do konsultacji i uchwalenia przez nową radę miejską. Kolejna perełka w tym samym temacie pochodzi od konkurencji,tj z gazety „Tydzień Żyrardowa”. Tam w artykule „Narkotyki atakują dzisiejszy świat” możemy przeczytać jak pani doktor z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej żali się, że nikt nie chce jej odwiedzić w poradni. Biedaczka ma wieloletni staż, jakieś certyfikaty i pracuje w Szpitalu w Warsiawce /jak mówi mój przyjaciel/ i niestety potrzebujący do niej nie walą drzwiami i oknami. I nie będą walić, bo to nie kwestia wieloletniego stażu i posiadanych certyfikatów, przychodni /chociaż taka oczywiście jest potrzebna/ tylko podejścia, poświęcenia i zaangażowania. Trzeba ruszyć znaleźć się na ulicy, w klatce, na przystanku i innych miejscach gdzie powstają patologie nieletnich.
Do tego żeby takim ludziom pomagać trzeba serca, zaangażowania i poświęcenia a nie certyfikatu czy etatu w Warsiawce.
Wcale się nie dziwię, że w skali roku korzysta z pomocy poradni od kilkunastu do kilkudziesięciu osób! Do ludzi z problemami trzeba trafić samemu, bo oni się nimi nie chwalą.

13-11-2006
Dzisiaj rano dowiedziałem się, że WYGRALIŚMY! Zdobyłem mandat do Rady Miasta!
186 osób poszło do urn i zagłosowało personalnie na mnie. Nie na liste PO i jakiegoś kandydata z pierwszej czy drugiej pozycji tylko na ostatniego! Wszystkim Wam bardzo dziękuję za wsparcie i zaufanie. Tym z którymi bawiłem się w podstawówce w 4 pancernych i psa i ich mężom:), przyjaciołom i znajomym i znajomym moich znajomych i mojego brata :) rodzicom tych znajomych i innych również. Ziutasowi zza oceanu, panom z parkingu i mojej wychowawczyni z podstawówki.Wszystkim moim krewnym i najbliższej rodzinie, mojej sceptycznej kochanej żonce, wspólnikowi, bratu, mamie, sąsiadom i WSZYSTKIM KTÓRYCH NIE WYMIENIŁEM.C.d.n

10-11-2006
To już chyba ostatni wpis przed wyborami. Zainspirował mnie do tego mój znajomy, który powiedział: cyt. "stary jesteś przegrany, bo pokazujesz ludziom, że byłeś na Ibizie w Meksyku, Paryżu itp."
Zainspirowało mnie też do tego wpisu forum:zyrardow24h.pl, gdzie spotkałem się z podobnym zdaniem. Cóż jeśli w Żyrardowie realizacja marzeń, wychodzenie ponad przeciętność, szczerość i otwartość, są powodami do wstydu a nie do dumy to może to wszystko rzeczywiście nie ma sensu:( Z drugiej strony może właśnie dlatego cała ta moja kołomyja z wyborami ma sens:).
Moi Szanowni potencjalni wyborcy, ziomale i ziomalki,koledzy, koleżanki, sąsiedzi, wrogowie i przyjaciele. Mam nadzieję że nie należycie do tych, którzy tak uważają i nie będzieci mieli mi za złe, że oprócz miejsc z galerii na moich stronach, odwiedziłem również Rio de Janeiro /knajpe w której Jobim napisał „The girl from Ipanema”,plaże Copacabana, wzgórze Chrystusa Zbawiciela, góre cukrową i wielu innych fantastycznych miejsc w Brazylii, np. San Salwador/, Tajlandie /między innymi byłem w Bangkoku i na Phuket, gdzie popłynąłem zobaczyć słynną skałę w kształcie maczugi, którą pamiętałem z Bonda „The man with the golden gun”, znam dobrze Europe, byłem na wschodzie w Sankt Petersburgu i Kijowie, Amsterdamie, Berlinie, Pradze, Bratysławie, na Montenegro, gasterbajterowałem w Szwajcarii i odwiedziłem wiele, wiele innych wspaniałych miejsc. Nie uważam, żeby to było coś specjalnego, ale też nie myślę że jest to powód do wstydu. Uwielbiam podróżować i wydałem na to bardzo dużo pieniędzy, które zarobiłem ciężko pracując od I roku studiów /ale nie robił bym z tego martyrologii/. Jest to część mojej natury. Nie mam specjalnie nic do ukrycia. Jako jeden z niewielu mi podobnych zostałem w Żyrardowie a nie uciekłem do Warszawy, Wrocławia, Łodzi, Szwajcarii, Waszyngtonu czy w Bieszczady /chociaż próbowałem/. Nie wiem jaką cenę zapłacę za ten idiotyczny sentymentalizm, ale chyba inaczej nie chcę. Tutaj chcę wychować swoje dzieci i stworzyć im takie warunki, żeby na Mazury jeździły dla przyjemności a nie z konieczności, bo brak kasy albo inneg pomysłu. Proponuje, żebyście mi pomógli w tych wyborach, bo dzięki temu pomożeci też sobie. Następna szansa będzie za 4 lata a za cztery lata to może mi się już nie chcieć uprawiać tego "ugoru" /może będą inni-lepsi ode mnie…daj im Boże/.Ludzie tacy jak ja, nowe pokolenie, są alternatywą dla tego miasta i szczerze wierzę, że skuteczną alternatywą. Nie interesuje jestem karierowiczem, nie interesuje mnie kupczenie stanowiskami w miejskich spółkach, nie przekupi mnie Pan Prezydent żadną rada nadzorczą a kolega radny żadnym interesem partyjnym. Niczym takim nie jestem zainteresowany i nie będę. Mam swój świat z którego jestem zadowolony, swoich przyjaciół i znajomych i swój styl życia, który zamierzam promować. Zależy mi na tym, żebym mógł żyć w mieście z którego jestem dumny a nie którego się wstydzę. Nie wystarcza mi marudzenie przy piwku jak jest „źle” .Chcę to źle zamienić na „dobrze”.
Liczę na Wasz głos w niedziele 12 listopada 2006. Zabierzcie ze sobą najbliższych. Tym razem warto. Nie prawda, że nic to nie zmieni. Pozdrawiam i dziękuję za wsparcie.

07-11-2006
„Dziennik” wraz z Niedźwieckim i radiową „Trójką” przygotowali specjalną kolekcje 25 płyt z książeczkami na 25 lecie Lity Przebojów Pr.3. Dzisiaj wielkie święto, bo do gazety dołączony jest pierwszy numer z serii. Od 7,30 szukałem w każdym kiosku w Żyrardowie, później Wiskitki, Korytów i dopiero gdzieś w Radziejowicach w spożywczym kupiłem. Dzwonili znajomi czy nie wiem, gdzie jeszcze można kupić Dziennik. Wszystkich ogarnął szał. Kioskarze wywieszali w witrynach kartki „Dziennika brak”. Miałem stracha. Pomyślałem sobie, że się każdy rzucił, bo płytka za darmoszkę a ja wierny „faun” Niedżwiedzia zostanę w lesie:( Na szczęście się udało. Swoją drogą to kolejny dowód, że LP3 ma się dobrze i jest legendą eteru.
Szykuje się 25 tygodni od wtorku do wtorku z historią listy przebojów Trójki. Będzie co wspominać.

05-11-2006
Byliśmy w kinie na Placu Zbawiciela Krauzego. Potwornie smutny film. Ten jak coś zrobi to albo Dług albo Plac Zbawiciela. Człowiek wychodzi z kina i ze złości chce mu się wyć. Dalszą część wieczoru mieliśmy z głowy:( Nie lubię takich filmów, bo podcinają skrzydła. Oduczają pozytywnego myślenia i widzenia świata. Wiem, ze są potrzebne, bo niektórzy z nas nie widzą świata obok siebie, świata zwykłych ludzi i ich zwykłych problemów. Tylko mój czubek nosa, moja kariera, praca i mój portfel. Niektórym z nas takie Place Zbawiciela powinny być puszczane w ramach resocjalizacji.

31-10-2006
Jutro Święto Zmarłych. Będzie łuna nad cmentarzem i pewnie spotkamy znajomych sprzed lat. Z roku na rok każdy z nas ma coraz więcej grobów do odwiedzenia. Pamiętam jak kiedyś wróciłem z wakacji w Meksyku dokładnie 31 października opalony i zadowolony. Kontrast był poruszający.

29-10-2006
Wczoraj zacząłem kampanię wyborczą a właściwie kampanijke:) Całą noc lataliśmy po osiedlu z „moim sztabem”,tj. żoną, psem Ryśką, przyjacielem i wieszaliśmy plakaty. Dzisiaj połowę zmoczył deszcz i zerwał wiatr:( Na tych, które pozostały wyglądam jak pajac.
Moi drodzy potencjalni wyborcy nie jestem taki pajac na jakiego wyglądam z plakatu.

26-10-2006
Kupiliśmy nową płytę Johny Legenda. W zeszłym roku zaraziła nas nim nasza koleżanka co zabrała nogi za pas i zwiała. Pierwszej płyty nauczyłem się na pamięć. Odjechałem. Na urodziny dostałem DVD z koncertem i uwielbienie się pogłębiło. Jak śpiewa (…) we just ordinary people, we don`t know which way to go(…)” to dodaje mi sił.
Kiedyś muzyka była dla mnie jedną z ważniejszych rzeczy w życiu. Chętnie powtarzałem za Markiem Niedźwieckim: "music was my first love". Kochałem się w Madonnie, buntowałem się przy U2, płakałem z Randy Crawford i Minni Riperton (...)Lovin' you is easy cause you're beautiful. Makin' love with you is all I wanna do. Lovin' you is more than just a dream come true and everything that I do is out of lovin' you La la la la la la la... do do do do do. No one else can make me feel the colors that you bring. Stay with me while we grow old and we will live each day in springtime. Cause lovin' you has made my life so beautiful and every day my life is filled with lovin' you(...)
Trochę tęsknię do tamtej wrażliwości.

poprzedna strona [1]  [2]  [3]  [4]  [5]  następna strona